Wywiad z Michałem Pakulskim

'

– Michał Pakulski to artysta czy producent?

Zdecydowanie artysta, choć to bardzo duże słowo. Niestety w dzisiejszych czasach nie można być tylko artystą. Aby funkcjonować na rynku trzeba zajmować się dosłownie wszystkim i potrafić to koordynować.                     

– Twój album nazywa się „The Road”. Zanim przejdziemy do rozmowy o nim, czy zdradzisz nam swoje muzyczne fascynacje?

Jasne. Moje inspiracje są dość szerokie, choć w sporej mierze skupiają się wokół muzyki gitarowej na której dorastałem. Słucham w zasadzie wszystkiego od muzyki klasycznej po hip hop i wszędzie odnajduję różne inspiracje. Moja kolekcja płyt jest dość pokaźna również ze względu na to, że kiedyś zajmowałem się ocenianiem ich na łamach Magazynu Gitarzysta. Uwielbiam np. płyty Pink Floyd z flagowym The Wall na czele, płyty Jeffa Becka zawsze przykuwają moją uwagę. Ostatnio z dużym zainteresowaniem słucham dokonań Nick’a Johnston’a, ale też lubię starsze płyty Van Halen np. 1984 lub Balance. Płyty Toto. Andy’ego Timmonsa. Steve’a Vai’a. Steve’a Lukhater’a. Gustuję też w muzyce z lat 90’. Uważam, że w tym okresie powstało jak dotąd najwięcej dobrej muzyki i takiej bliskiej mojemu sercu.                                                             

–  Na płytę trafiło 8 instrumentalnych kompozycji. O czym one opowiadają?12032982_757544397708023_624846543135548923_n

Tak. I każda z kompozycji dotyczy jakiegoś wydarzenia z mojego życia. Oczywiście tytuły utworów nie świadczą o tym jednoznacznie. Często pod nazwami są ukryte znaczenia a czasem tytuł jest tylko symboliczny, np. Sepernova dotyczy całkowitej przemiany w moim życiu. Swoistego rodzaju wybuch, który całkowicie mnie odmienił zainspirował mnie do napisania tego utworu. Są jednak tytuły bardziej dosłowne np. Lullaby, to kołysanka napisana dla mojego synka. Króciutki aczkolwiek bardzo dla mnie ważny Memories  to z kolei  moje muzyczne wyobrażenie tego jak wyglądają wspomnienia. Są tajemnicze, trochę rozmazane, ale też mocno oddziałują na naszą duszę i tak dalej. Każda z kompozycji o czymś opowiada, a cała historia na THE ROAD zamyka pewien etap w moim życiu a otwiera kolejny.                                         

– Dlaczego zdecydowałeś się na instrumentalną płytę? Myślisz o współpracy z wokalistami bądź wokalistkami w przyszłości?

Pierwszy album miał być w całości instrumentalny. Takie było założenie od samego początku. Nie wykluczam natomiast pracy z wokalistami przy produkcji kolejnych płyt. Już trwają rozmowy w tym obszarze i kłębią się w głowie pomysły. Jednak pewnego rodzaju „bazą” zawsze będą mocne gitarowe brzmienia instrumentalne, chciałbym być tak kojarzony na rynku, że można się po mnie spodziewać dobrego, mocnego brzmienia przede wszystkim gitarowego, a czasem może zdarzyć się singiel z wokalistą.   

– Album powstawał od 2009 roku. To dość długo jak na płytę. Czy była to „DROGA” przez mękę?

Album powstawał od2009 roku to prawda, ale ze sporymi przerwami a w zasadzie z jedną długą przerwą trwającą 5 lat. W tym czasie byłem zaangażowany w projekty sesyjne, ale też przede wszystkim w aktywność zespołu The Good Stuff. Zatem siłą rzeczy materiał solowy został na jakiś czas odłożony na boczny tor. Zmieniło się to na dobre w 2015 roku i to wtedy około lutego poczułem, że chcę zrobić taki album jak THE ROAD. Wydarzenia nabrały tempa, dokomponowałem materiał w kilka miesięcy, aby w październiku wejść do studia. Po trzech miesiącach mieliśmy album. Premiera singla ”Pain” miała miejsce w marcu 2016 roku. Sporo czasu zajęły kwestie lagalizacyjno – produkcyjne. Ja też chciałem mieć album oficjalny, taki, który będzie miał hologram i kod kreskowy i wejdzie normalnie do sklepów, do sprzedaży stacjonarnej itd. Załatwianie tego zajęło sporo czasu, ale się udało.                       

– Niedawno rozmawiałam z jednym z polskich wykonawców grającym instrumentalnego gitarowego rocka. Media niezbyt przychylnie są nastawione do tego rodzaju muzyki. Jak jest z Twoją płytą na gruncie medialnym?

A ja mam całkowicie odmienne wrażenie. Duże media zaczynają się do mnie odzywać w kwestii promocji mojego albumu. Myślę, że słuchacze też szukają w muzyce czegoś niekonwencjonalnego. Popowe tematy powoli się ludziom nudzą, a słuchacze doceniają coraz bardziej aktywność instrumentalistów. Oczywiście to musi być też podane w odpowiedni  sposób od strony marketingowej. Teraz rządzą media społecznościowe. YouTube, Instagram, Facebook. Jeśli ktoś potrafi się w tym odnaleźć może spokojnie przykuć uwagę nawet największych mediów i dużej publiczności.                  

– Swoim talentem wywołałeś niezłe poruszenie nie tylko w Polsce. Jest już jakieś przełożenie na „Zachód”?

To fakt. Moją stronę na FB odwiedziło już ponad 1,2 mln osób w zasadzie z całego świata. Muzykę z THE ROAD puszczały radia z Nowego Yorku, Illinois, Londynu, Rzymu etc. Miałem wywiady w prasie amerykańskiej, brytyjskiej itp. Czy się przełożyło? Myślę, że tak, bo rozmawiam np. na temat koncertu w Hiszpanii w przyszłym roku. Myślę, że z czasem też otworzę się na rynki zagraniczne z koncertami, bo jest tam olbrzymi potencjał. Całkiem fajnie sprzedaje się też cyfrowa edycja mojej płyty a i ta egzemplarzowa jest za pośrednictwem sklepów Amazon dostępna na kilku rynkach oprócz Polski np. we Francji, Niemczech, we Włoszech, Wielkiej Brytanii, USA czy Japonii.                                                                   

– Kto jest adresatem Twojej płyty?

W zasadzie każdy wielbiciel muzyki rockowej i to niekoniecznie tej ciężkiej odmiany. Na płycie jest bardzo dużo melodii i kilka utworów bardzo spokojnych. Jednak wszystko w raczej rockowych odcieniach.                         

– Przyszłość Michała Pakulskiego i jego gitary?

Zdecydowanie granie koncertów. W tej chwili jestem na finiszu znalezienia perkusisty do mojego zespołu, bo  basistę już mam znakomitego, jest nim Łukasz Jan Jóźwiak. Wybitny muzyk,  który nagrał też linie gitary basowej na THE ROAD. Po wykrystalizowaniu składu zaczynamy próby, aby na wiosnę 2017 roku być gotowym do grania koncertów promujących wydawnictwo THE ROAD.                                               

– Dziękuję za rozmowę i do miłego zobaczenia na koncertach.

Dzięki. Do zobaczenia.               

Wywiad dla Rockowej Warszawy przeprowadziła Katarzyna Skrzyńska

Related posts

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.