Wywiad z Michaelem „Vorph” Locherem – wokalistą zespołu SAMAEL

'

[Vorph] Dorota? To naprawdę Ty? <śmiech>

[Rockowa Warszawa] Zdziwiony? Myślałam, że podadzą ci moje dane osobowe.

Dostałem każdą informację. Dali mi wszystko. Teraz wiem wszystko <śmiech> Zaczynamy? Zróbmy to! <śmiech>

Wszyscy wiemy co oznacza słowo „hegemonia”. Skąd pomysł na tytuł? Dlaczego akurat taki?

Na początku mieliśmy utwór i być może o tym słyszałaś, że chcieliśmy ten album nazwać „Samael” – taki był nasz pierwszy zamysł. Stworzyliśmy  utwór tytułowy ale później stwierdziliśmy, że to nie będzie dobre – skupiać się na nim i resztę kawałków pozostawiać w cieniu. Zatem zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Pomyśleliśmy, że wybierzemy inny utwór otwierający cały album. Kiedy w końcu ukończyliśmy krążek, co trwało bardzo długo, nie chcieliśmy zdominować wszystkiego nad czym pracowaliśmy do tej pory, dlatego wybraliśmy tytuł który lubimy. To było jak wybieranie części czegoś. To właśnie „Hegemony”.

Muszę przyznać, że warto było czekać sześć lat na ten album.

Dziękuję, to bardzo miłe. Naprawdę.

Przecież wiesz że i tak powiedziałabym ci szczerze co o tym myślę.

Wiem, że mówisz prawdę dlatego jestem szczęśliwy, kiedy powiedziałaś, że Ci się podoba.

Tak! Dlatego też mam problem żeby wybrać swój ulubiony numer.

Masz na myśli utwory?

Dokładnie – waham się między sześcioma. Na początku myślałam, że będzie to „Red Planet” ale teraz jest ich więcej.

Miło to słyszeć. Ja też mam ten sam problem i nie wiem który bym wybrał.

Przed premierą wypuściliście trzy kawałki na YouTube – „Angel of Wrath”, „Red Planet” i ostatnią „Black Supremacy”. Dlaczego wybraliście akurat te z całego albumu?

Wiesz, najpierw zaprezentowaliśmy na kilku koncertach w zeszłym roku „Rite of Renewal” ponieważ to bardzo gitarowy numer i jest świetny do grania na występach na żywo. Miałem co do niego przeczucie, że się spodoba. I się nie myliłem <śmiech>! Jeżeli chodzi o „Angel of Wrath”… To dość ciężki utwór i wiedzieliśmy, że będziemy go grali na Metalmanii, jeszcze przed wypuszczeniem go do internetu, bo chcieliśmy go zaprezentować wcześniej.  Natomiast jeżeli chodzi o „Red Planet” to nie był nawet nasz wybór. Wybrany został przez naszą wytwórnię muzyczną, ponieważ naprawdę im się spodobał. Powiedzieli „może ta mogła by być następna?” Wtedy odpowiedzieliśmy „dobrze, zróbmy to”. Następnie „Black Supremacy”… Chcieliśmy zademonstrować coś trochę agresywniejszego, żeby pokazać że album nie jest „tylko ciężki” i ma jeszcze jakieś inne wariacje. Teledysk nagraliśmy z przyjacielem Makro – Markim. I jak zapewne dobrze wiesz, Marco też tam był i na dodatek zmusił mnie do zrobienia tego całego makeupu <śmiech>. Dla mnie to było tylko kilka nocy w studio i to wszystko, a oni razem spędzili na edycji i składaniu tego wszystkiego w całość około tygodnia. Bardzo mi się podoba efekt końcowy, chciałbym mieć wszystkich na teledysku ale na chwilę obecną takie wykonanie było o wiele prostsze.

Drop opowiadał mi kiedy spotkaliśmy się w lipcu w Genewie, że myśleliście o teledysku tylko z Twoimi ustami.

Tak! To był pierwszy pomysł! Potem jednak wymyśliliśmy swojego rodzaju miks pomiędzy lirycznym teledyskiem a zwykłym i po prostu zaczęliśmy to robić.

Po obejrzeniu teledysku do „Black Supremacy” nasunęły mi się ważne pytania – kto sprzątał bałagan i ile czasu zajęło ci umycie się do czysta?

<śmiech> Byłem szczęśliwy, że mają w studio prysznic i nie musiałem tak wracać z Lozanny do Valais. I to Marki sprzątał cały bałagan. Przykro mi z tego powodu… <śmiech>

To było bardzo ważne pytanie. <śmiech>

Jasne!

Zdajesz sobie sprawę, że „Black Supremacy” spowodowało zażartą dyskusję w internecie z wieloma ekstremalnie różnymi opiniami?

Słyszałem coś… Powiedz mi więcej.

Cóż… Jedni ludzie twierdzą, że tytuł znaczy dosłownie to co znaczy „czarna supremacja” – o wyższości czarnych ludzi nad białymi. Inni z kolei wypowiadają się, że jest to kawałek o black metalu…

Tak… Jeżeli ktoś sądzi, że jest to utwór o supremacji i rasiźmie, to ma do tego pełne prawo. Jednak genezą i głównym powstaniem tego numeru był czarny. Ale jako kolor. W rozumieniu najprostszym, jak tylko można. Tytuł kawałka był moim pomysłem. Oczywiście, nie chciałem stworzyć żadnej kontrowersji odnośnie tego tytułu ale w pewnym momencie, tak jak wspomniałaś, jeśli spotyka się dwoje ludzi z różnymi opiniami i na ten temat dyskutują, mogą zmienić zdanie.

Nawet „Red Planet” wywoływało sprzeczne opinie – że Samael stał się komunistyczny…

Tak… <śmiech>

Ludzie starali się zinterpretować tekst, nawiązując do teorii marksistowskich.

No cóż… To nie było inspiracją. Jest bardzo prawdopodobne, że znaleźli coś w kawałku, co mogło im to nasunąć na myśl. Uważam, że na tym to wszystko polega – każdy może łączyć dany utwór z tym, co jest dla niego ważne i oparte na jego własnym doświadczeniu jakim jest tło, na przykład, socjologiczne, polityczne albo życiowe. I jak możesz łączyć te wszystkie dane rzeczy.  Ale zdecydowanie moim zamysłem nie było napisanie komunistycznego numeru.

Też tak myślałam, jak zaczęłam tłumaczyć teksty, kiedy dostałam je od waszej wytwórni razem z albumem pod koniec września. Naprawdę spodobało mi się „Murder or Suicide”…

Bardzo dziękuję, niezwykle miło mi to słyszeć.

…więc chapeau bas!

Chapeau bas! Wow! To powiedzenie z klasą! <śmiech>

Pamiętaj, zaczęłam się jakiś czas temu uczyć francuskiego.

Tak! Powiedziałaś to poprawnie, chociaż trochę za twardo. <śmiech> Możesz tak mówić równie dobrze  po angielsku i wszyscy będą wiedzieli, co masz na myśli <śmiech>.

Przechodząc do kolejnego pytania… Każdy artysta chce zaprezentować w jakiś sposób swoją wizję świata. Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy wybrali Ciebie?

Wiesz, tak naprawdę nie mam żadnego przesłania, czy wiadomości. To nie tak… I nie tylko z tym albumem tak jest. Tu chodzi raczej o refleksję na temat tego, co obecnie dzieje się na świecie i czasem o reakcjach na to. Patrząc wstecz, żyliśmy w bańce, kiedy pracowaliśmy nad nowym albumem. Oddzieliliśmy się od przyjaciół, nie oglądaliśmy telewizji. Tylko robiliśmy swoje i kończyliśmy numery. Wiesz – nie zabierasz ze sobą telefonu, w którym masz dostęp do informacji w każdej chwili. Naprawdę, jakbyś żyła w bańce. Ten album jest naprawdę otwarty i bardziej połączony z ludźmi żyjącymi w tych czasach. Nie uświadomiłem sobie tego wcześniej ale podczas tego wywiadu doszedłem do takiego wniosku i to chyba będzie konkluzja.

Okej… Wiemy, że Samael jest oskarżycielem. Co mógłbyś zarzucić ludziom, żyjących w tych czasach?

Więc… Wiem, że jest oskarżycielem ale nie tylko. Jeżeli miałbym coś zarzucić, na samym początku oskarżyłbym własną słabość. O tym jest numer „Against all Enemies”. To numer o niedoskonałościach, o tym że dbamy tylko o siebie i czasami winimy innych za naszą słabość. Myślę, że jeżeli chcesz się rozwijać,  powinieneś być indywidualistą ale również być otwartym na to, aby akceptować ciemniejszą stronę innych ludzi w jakiś sposób. To moja opinia. Mam na myśli to, że powinieneś uświadomić sobie, jak to jest trudne i wtedy spróbować zaakceptować słabości innych tak samo jak swoje. To powinien być, w mojej opinii, następny krok.

Pamiętam jeden z Twoich starszych wywiadów. Powiedziałeś w nim „staraliśmy się myśleć o tym, że jeżeli mielibyśmy okazję zobaczyć jakiś zespół ponownie, zastanawialibyśmy się <co teraz zrobią?”. Myślisz, że nowy album będzie muzyczną niespodzianką dla wszystkich?

Nie. Nie staraliśmy się nikogo zaskoczyć, staraliśmy się wyznaczać nasz kierunek przez, na przykład, „Lux Mundi”.  Myślę, że ten jest bardziej dojrzały. Podąża za poprzednim, są na nim podobne elementy ale staraliśmy się popchnąć to dalej, za wyznaczoną wcześniej granicę. Jest bardziej radykalny, zmienny. Nie ma tam tak wielkiej eksperymentacji, którą mieliśmy wcześniej. Mamy za to dużo detali, które zrobiliśmy w przeszłości i ludzie, którzy kochali naszą muzykę przez ostatnie dziesięć lat na pewno je odnajdą. Po prostu – krok za krokiem odnaleźliśmy swoją drogę którą kroczymy.

Dobrze… Teraz czas na jedno z moich ulubionych pytań. Zamknij teraz oczy i wyobraź sobie, że jesteś malarzem. Naprzeciwko ciebie stoi sztaluga ze świeżo ukończonym obrazem, który reprezentuje jeden z numerów z nowego albumu. Jak wygląda? I nie jest to „Black Supremacy”!

Hahaha… Nie! To jest to, o czym myślałem teraz! <śmiech> To zależało by, o którym kawałku mówimy…

Ty jesteś malarzem, więc to Twój wybór.

Ale z „Black Supremacy” było by o wiele prościej! <śmiech>

Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Nawet pytałam się Marco, czy mogę sobie przysposobić to tło, bo idealnie pasowałoby mi nad łóżkiem ale powiedział, że zabrałeś ze sobą. Drugi Pollocku… <śmiech>

Tak… <śmiech> Okej, spróbuję. Myślę o „Dictate of Transparency”. Bardzo rozchlapane, pełne wielu kolorów, bardzo wyrazistych… Nie byłoby to do końca jak Pollock, tylko jeszcze bardziej rozpryskane i bardziej agresywne. Tak jak atak rebelii, jak ogień na obrazie. Coś takiego.

Co powiesz o W.A.R? Worship and Ritual? Byłam załamana w momencie, kiedy się dowiedziałam, że nie mogę przesunąć terminu swojego wyjazdu do Szwajcarii o tydzień, żeby w nim uczestniczyć.

Te dwa koncerty były świetnym pomysłem, który wykonaliśmy. To prawie zupełnie inny projekt. Jest w nim inny układ, gramy z prawdziwą perkusją, więc jest to coś bardziej żywego. Nie nazwaliśmy tego „Samael”, ponieważ to po prostu bardziej surowy projekt, coś, czym się nie staliśmy finalnie – robimy teraz coś zupełnie innego. Mógłby jednak zostać naszym drugim projektem ale w tym momencie gramy więcej koncertów i priorytetem teraz jest nowy album oraz jego promocja.

Ale skąd pomysł na to? Xy gra już od dwudziestu lat z automatem. Kiedy usłyszałam, że będzie grał na żywej perkusji w głowie miałam „nie, dlaczego nie mogę tam być”. Wiesz, to jest jak podróż w czasie.

Tym właśnie to było dla wszystkich ludzi, którzy słuchali nas od początku. Zagraliśmy to w Szwajcarii, a na koncert przyszli ludzie, których nie widzieliśmy od naprawdę długiego czasu, ponieważ już tak często nie wychodzą, mają rodziny i dzieci. Ale kiedy to ogłosiliśmy, zjawili się żeby zobaczyć koncert, ponieważ przypomniało im to stare, dobre czasy albo coś w tym rodzaju. Nie mam nic przeciwko temu, nie chcę być nostalgiczny ale ten projekt taki chyba jest.

Planujecie zagrać więcej takich koncertów po trasie koncertowej „Hegemony”?

Możliwe, chociaż na chwilę obecną nie jest to pewne. To są stare numery, które będą z nami na zawsze, więc nie ma większego znaczenia kiedy znowu je zagramy. Jeżeli będziemy mieli czas po „Hegemony” może to zrobimy. Byłoby naprawdę super.

W Polsce też?

Zdecydowanie! Ale najpierw wolelibyśmy jednak wpaść z wizytą do Polski z nowym albumem. Nie wiem kiedy, raczej nie w tym roku, dopiero zajmujemy się datami. Mam jednak nadzieję, że przed latem – byłoby świetnie.

Dokładnie, byłoby świetnie bo z tego co wiem, będziecie również grali w Bolkowie na „Castle Party”…

Już to ogłosili? Wiedziałem, że być może tam wystąpimy. Więc może zagramy po tym festiwalu.

To będzie pierwszy raz, kiedy się na niego wybiorę.

To dobry festiwal? Bo słyszałem, że jednak jest bardziej gotycki.

Podobno całkiem niezły. Dużo ludzi nosi świetne stroje, nawet mój znajomy zaszczycił ostatnią edycję w kostiumie Draculi stylizowany na film Coppolliego. Będziesz zadowolony, to czterodniowy festiwal, który odbywa się na dziedzińcu zamku.

Ok, to super!

 A mówiąc o festiwalach – wolisz grać właśnie te duże czy małe?

Masz na myśli klubowe? Lubię obydwa rodzaje mimo, że są całkowicie różne. Zagranie klubowego koncertu jest zdecydowanie łatwiejsze, ponieważ wszyscy ludzie, którzy na niego przychodzą znają twój zespół. Możliwość wchodzenia w interakcję z publiką również jest o wiele prostsze i jest to znacznie mocniejsze połączenie niż w przypadku grania dużych festiwali. A co do festiwali… Dużo ludzi cię nie zna albo znają tylko parę numerów i jest to troszeczkę trudniejsze żeby przekonać ich do siebie, więc jest to swojego rodzaju wyzwanie. To zupełnie różne wibracje… Ale tak, lubię obydwa rodzaje.

Okej, myślę że na tym możemy zakończyć. Wiesz, mam naprawdę dużo pytań ale nie chcę ci zajmować za dużo czasu.

Więc możemy dokończyć innym razem?

W grudniu!

A co będziesz robić w grudniu?

Prawdopodobnie będę na waszym koncercie w Luzern.

Naprawdę? Wow, super! Więc możemy zobaczyć się tam i kontynuować ten wywiad, jeśli chcesz <śmiech>  Z lampką czerwonego wina.

Lampka czerwonego wina brzmi świetnie. Bardzo Ci dziękuję za wywiad i do zobaczenia w grudniu.

Jesteś tu niezwykle mile widziana Dorota. Trzymaj się i do zobaczenia!

 

Wywiad przeprowadziła Dorota Warcholik

 

Related posts

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.