Wywiad z Danielem Potaszem – liderem grupy MOONLIGHT

'

– Witaj Daniel. Porozmawiajmy o Twoim zespole 🙂 MOONLIGHT istnieje na rynku muzycznym od 25 lat i wydaliście już 12 albumów i singli. Chciałabym jednak przedstawić Was tej grupie naszych czytelników, którzy o Was jeszcze nie słyszeli. Powiedz mi jak się zaczęła historia zespołu? Przybliż nam okoliczności i motywacje.

Zespół powstał w Liceum nr VI w Szczecinie, gdzie większość pierwotnego składu Moonlight uczęszczała. Temat pojawił się na bardzo nudnej lekcji biologii, z której wraz z perkusistą zdezerterowaliśmy. W klubie szkolnym stały stare instrumenty, kolega Tomek fascynował się grą na perkusji, stały też tam jakieś stare klawisze i tak zaczęliśmy we dwóch. Tak wyglądało pierwsze 45 minut istnienia zespołu, bo po przerwie mieliśmy już basistę J. Po południu chyba następnego dnia, wracając już z drugiej próby spotkaliśmy przypadkiem kolegę idącego z gitarą. Następna próba już była w czwórkę.  I tak to się zaczęło, później doszła Maja i zaczęło się na poważnie.

– Pomimo Waszego młodego wieku w tamtym czasie opowiedz mi więcej o członkach zespołu, jaka była ich przygoda z muzyką przed Moonlight?

Maja śpiewała w chórze Politechniki Szczecińskiej i tam ją znaleźliśmy. Ja skończyłem szkołę muzyczną podstawowego stopnia i grałem raczej klasyki i amatorsko jakieś zasłyszane rzeczy z radia czy TV. Każdy z nas coś robił, ale mówienie o tym, co było przed Moonlight będzie raczej skromne, gdyż jak powstawał zespół byliśmy małolatami po 16-17 lat. Więc wcześniej nie za wiele się działo 😀

– Wasza muzyka jest oryginalna, jednak słyszę w niej, szczególnie pierwszych albumach, ducha Closterkeller. Czy to podobieństwo wynika po prostu z poruszania się w podobnym nurcie muzycznym, czy jednak twórczość Anji wpłynęła na Waszą muzykę?  A może jest odwrotnie, powstaliście przecież zaledwie 3 lata później?

Zakładając Moonlight nie słyszałem o Closterkeller. Dopiero Tomek, perkusista zabrał mnie na koncert jakiś czas później. Rzadko zdarza mi się spotkać z opinią, że można usłyszeć u nas aż „ducha” tego zespołu. Może jedynie zbieżność klimatu. Ale jest to ciekawe pytanie. Zawsze chciałem, żeby ktoś mi je zadał, bo to „przyrównanie” pojawiało się często. A w jakich aspektach wychodził ten „duch” czy podobieństwo muzyczne? Piszę zupełnie inaczej, poruszam totalnie inne rejony, a muzycznie jest chyba jeszcze dalej. Closterkeller wyszedł z klimatów typu X-mal Deutchand, Fields of the Nephelin, czy Bauhaus. Ja słuchałem Depeche Mode, The Cure, Dead Can Dance i sporo  muzyki  filmowej. Porównując nawet płyty, czy poszczególne utwory z tamtych czasów jak Blue, Czerwone wino, Taniec na linie, do naszych utworów typu „Damaisa” – gdzie jest z 10 zwrotów akcji, a utwór jest prawie symfoniczny, czy Msza, który ociera się prawie o kakofonię, pomijając już sposób śpiewania obu wokalistek, to naprawdę miało mało wspólnego 😀 Większość opinii wynika prawdopodobnie z tego, że takiej muzyki było w Polsce niewiele i do czegoś było trzeba równać.

– Być może też wynika to z faktu, że spotykaliście się na jednej scenie z tym zespołem. Opowiedz nam o Waszych interakcjach z Closterkeller w Waszej historii. Może masz jakieś anegdotki?

Anegdotek pewnie by się nazbierało trochę, ale nie potrafię przytoczyć nic konkretnego. Znamy się dobrze, zagraliśmy przez te lata nawet sporo wspólnych koncertów, dzisiejszy basista Closterkeller, Olo jest ze Szczecina i znaliśmy się na długo wcześniej, zanim do nich dołączył. Dziewczyny utrzymują kontakty od wielu lat. Oooo z anegdotek to pamiętam chyba najbardziej, jak jedliśmy kiedyś tort w dniu urodzin Ani, jakoś pod koniec grudnia. Byli na koncercie w Gryfinie pod Szczecinem, siedzieliśmy w Nysce (taki samochód ;)) i jedliśmy ten tort tam, prosto z kartonu, łyżeczkami pożyczonymi z klubu. Do popicia było wino z plastikowych kubeczków.

🙂 … Wymieniłeś kilka zespołów, które były Twoją inspiracją. Jakie są jeszcze Wasze muzyczne miłości, które wpływają na twórczość Moonlight? 

Początkowo takie, jak napisałem powyżej, czyli Depeche Mode, The Cure, Dead Can Dance, później doszło wiele muzyki elektronicznej, filmowej, ale też i ciężkiego grania. Przykładowo miałem nawet okres zafascynowania Slayerem. Jakby dołożyć fascynacje reszty zespołu to wychodzi niezła mieszanka.

– 19 stycznia odbyła się premiera Waszego nowego albumu NATE, którego jesteśmy patronem medialnym. Większością utworów wracacie na niej do swoich gotyckich korzeni (nawet znalazł się na niej utwór „Kiedy myśli mi oddasz” z płyty FLOE), co przyprawia mnie, jako wielbicielkę tego nurtu o dreszcze, choć słyszę w nich też więcej zmysłowości, melancholii, romantyzmu, za to zdecydowanie jest w nich mniej mroku i agresji, niż w Waszych pierwszych płytach jak Kalpa Taru, czy Inermis, które chyba najbardziej poruszają się w nurcie gothic metalowym.  Czy potwierdzasz moje odczucia?

Całkowicie. Gotyk sam w sobie przeszedł metamorfozy, świat poszedł do przodu. Ciężko, żebyśmy tego uniknęli. Więc i my zmieniliśmy się wraz z nim. Zależy mi głównie na dotarciu do zupełnie nowych słuchaczy, gdyż bardzo długo nas nie było. My się też bardzo zmieniliśmy, zapuszczamy się w nowe rejony muzyczne. Teraz może ta muzyka trochę się oszlifowała, dojrzała i stąd ta zmiana. Zapewniam jednak, że to co było w nas najlepsze, pozostało 🙂

– To prawda :). Wiem, że trudno opowiada się o powstawaniu muzyki, gdyż przede wszystkim płynie z Waszych serc, a nie przemyśleń, ale spróbuj jednak opowiedzieć nam o Waszych decyzjach, które sprawiły, że album przyjął właśnie taką formę muzyczną.

Głownie chodzi o zmieniające się realia. Powstało masę nowych trendów, rozwinął się sprzęt i możliwości, wytworzyły się inne warunki. Odbiorcom zmieniły się gusta i postrzeganie muzyki. Podobnie jak nam, po poza byciem twórcą jesteśmy także odbiorcami. Po prostu ewolucja i eksperymentowanie. Przecież nie możemy grać jak w latach 90 tych 🙂

– Oczywiście, że nie! W Nate słychać Moonlight, ale jest równocześnie zupełnie nową jego odsłoną i jak najbardziej zgadzam się ze wspomnianą ewolucją w tej płycie :).

 W lutym Wasze mini tourne promujące płytę w trzech miastach Polski: Poznań, Gdańsk i Warszawa. Czy planujecie dłuższą trasę koncertową z albumem?

Raczej będą to takie skoki po 3-4 koncerty. Teraz dużo kapel gra, a klubów nie ma wbrew pozorom aż tak wiele. Na pewno trochę pojeździmy po kraju. Chcemy bardzo odwiedzić południe i wschód kraju, bo dawno nas tam nie było.

– Będziemy zatem w kontakcie 🙂 Dziękuję Ci za odpowiedzi i poświęcony czas.

Wywiad przeprowadziła: Jowita Jakubisiak

 

 

Related posts

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.