Search

Reportaż z koncertu ROLLING STONES w Hamburgu

W sobotę 9 września w Hamburgu rozpoczęła się europejska trasa koncertowa zespołu The Rolling Stones zatytułowana „No Filter”. Zespół zapowiadał, iż zamierza wykonywać swoje największe przeboje, ale też każdego wieczoru ma zamiar przedstawić kilka niespodzianek. Trasie towarzyszyć zaś będzie spektakularna produkcja… Już od samego czytania przedkoncertowych zapowiedzi po plecach przebiegały dreszcze, tempo sprzedaży biletów na koncert -€“ było nie było na odbywający się w gigantycznym parku miejskim – przyprawiało o zawrót głowy, zaś widok mknących w kierunku Hamburga  samochodów z tylnymi szybami oklejonymi znanym chyba wszystkim na świecie logo zespołu zmuszał silnik samochodu do jeszcze większego wysiłku. Dodatkowo, od rana w radio wszystkie informacje rozpoczynały się od słów „Heute im Hamburg…” A w samym mieście? Oblężenie hoteli i tłumy fanów reprezentujących już chyba cztery pokolenia zmierzające w jednym jedynym wiadomym kierunku…

Mick Jagger (ur. 1943), Keith Richards (ur. 1943), Ron Wood (ur. 1947) i absolutny rekordzista w tym towarzystwie – perkusista Charlie Watts (ur. 1941). Przez chwilę pomyślałem, że to może ostatnia szansa zobaczyć ten zespół na żywo… Jak bardzo można było pomylić się myśląc w ten sposób, przekonałem się ja oraz 80 tysięcy ludzi zgromadzonych w Stadtparku w Hamburgu.

Zaczęło się -€“ a jakże – od „Symapathy For The Devil”, co dla nikogo z obecnych nie stanowiło żadnego zaskoczenia, gdyż wraz ze zgaszeniem świateł zewsząd rozległo się rozpoczynające utwór charakterystyczne „U-UUU-UUUU!!!” Unoszący się nad gigantyczną sceną dym, feeria czerwonych świateł i gigantycznych rozmiarów Mick wyświetlający się na czterech ledowych ekranach…

Piorunujące otwarcie, ale już za chwilę dowiedzieliśmy się, że „It’s Only Rock’n’Roll”, a pan Jagger po prostu to lubi. Chwilę potem w „Tumbling Dice” po scenie potoczyły się kości do hazardowej gry zwanej miłością. Po tym otwarciu zostali pozdrowieni mieszkańcy miasta, a Mick żartobliwie nawiązał do historii rozpoczynających swoją karierę w hamburskim klubie „The Cavern” The Beatles. Hamburg, to dobre miejsce na rozpoczęcie trasy koncertowej, ale też i kariery, nieprawdaż? Od razu widać, że wokalista wręcz tryska radością. A potem zapanował niesamowity kolaż dźwięków z historią. Pochodzący już bardziej „nowożytnej” ery zespołu (płyta „Bridges To Babylon”) utwór „Out Of Control” błyskawicznie przeszedł w covery klasyków bluesa -€“ „Just Your Fool” Buddy Johnson’a i „Ride’Em On Down” Jimmy Reed’a -€“ tu szkoda, że w tle nie pojawiła się projekcja niesamowicie błękitnego teledysku z udziałem Kristen Stewart…

I jakby w nawiązaniu do tematu pięknych kobiet rozległy się dźwięki nie granego przez Stonesów od 1990 roku „Play with Fire”. Któż jednak chciałby igrać z Mickiem, zwłaszcza gdy na ekranach znów zaczęły pełgać płomienie, zaś jego głos zabrzmiał równie hipnotycznie jak w 1965 roku.

„You Can’t Always Get What You Want” nie było już taką niespodzianką, utwór należy do koncertowego kanonu, a wielokrotnie powtarzany refren pobrzmiewa w uszach każdego fana klasycznego rocka. I kiedy podświadomie szykowałem się na kontynuację klasycznego wątku twórczości zespołu, znów niespodzianka! Nie grany od 1973 roku „Dancing With Mr. D”!!! Wspaniały utwór z mięsistym bluesowym riffem od lat rozpalał dyskusję na temat tego, kim jest tytułowy pan D. „D” jak „Death” czy „D” jak „Devil”?

Zważywszy na tytuł płyty z której pochodzi („Goats Head Soup”), utwór otwierający dzisiejszy koncert czy też usłyszany za chwilę „Paint It Black”, skłaniałbym się chyba ku drugiej opcji, w czym można było utwierdzić się patrząc na sceniczne poczynania panów Jagger’a, Richards’a, Wood’a i Watts’a. Taka energia  po 55 bycia na scenie? Chyba został podpisany jakiś pakt z panem D… O tym, iż pierwsza część koncertu dobiega końca, można było się przekonać po zagranym na życzenie publiczności oraz również po raz pierwszy od wielu lat „Under My Thumb”. Potem „Honky Tonk Woman”, po zagraniu którego przedstawiono zespół oraz wspierających go muzyków: wokalistów Lisę Fisher i Bernarda Fowler’a, basistę Darryla Jones’a, pianistę Chucka Leavell’a oraz jazzowego saksofonistę Karla Denson’a, ludzi których właściwie nie trzeba było nikomu przestawiać, tudzież z powodu ich dotychczasowych dokonań, tudzież -€“ jak w przypadku pianisty i basisty -€“ mierzonej już w dziesiątkach lat współpracy z zespołem.  Potem można już było spodziewać się tylko jednego -€“ nieprzerwanego strumienia koncertowych klasyków. Po kolei zabrzmiały rozkołysany „Midnight Rambler, pulsujące basem Jones’a „Miss You” (cóż to była za odpowiedź na funkującą muzykę disco końca lat siedemdziesiątych!), hymn buntowników AD 1968 „Street Fighting Man”, wspaniały rocker „Start Me Up”, „Brown Sugar”, oraz atomowo brzmiące €ś(I Can’t Get No) Satisfaction”,„Gimme Shelter” z porywającym, a nawet wręcz przyćmiewającym Jaggera wokalem Lisy Fisher oraz potężny €śJumpin’ Jack Flash”…

Koniec?! Niestety tak. Na osłodę rozstania obejrzeliśmy jeszcze pokaz fajerwerków, a na rozstanie  usłyszeliśmy „Exodus” Boba Marley’a. Ktoś, kto to wymyślił zasługuje na specjalne wyróżnienie –€“ wyjście 80 tysięcy ludzi zajęło dużo, dużo czasu i rzeczywiście przypominało exodus. Exodus czerech pokoleń wniebowziętych fanów.  

autor: Bogdan Goleń

Related posts

One Thought to “Reportaż z koncertu ROLLING STONES w Hamburgu”

  1. crid

    Mega Bracie, zazdroszczę 🙂
    Super relacja.