Recenzja płyty „The Best Of Vol.2” zespołu Zła Wola

'

 

Cztery lata minęły odkąd Zła Wola wydała swą debiutancką EP-kę zatytułowaną „Nieznaczący Ślad”. Zebrała wtedy pozytywne recenzje i wiele osób zaczęło czekać na pełny materiał od zespołu. Dziś kapela wydaje pierwszy album długogrający, choć nazwa – „The Best of Vol.2” może być myląca.

Trwający 55 minut krążek otwiera znany z mini albumu utwór „Zabij mnie”, który również rozpoczynał poprzednika. Od pierwszych dźwięków nie ma wątpliwości, że wybór przemyślany i trafiony. Ostre, a zarazem ciężkie riffy gitar od razu wpadają w ucho i nawet słuchając wersji studyjnej trudno usiedzieć w miejscu. Następny w kolejce „Nie widzę siebie” delikatnie zwalnia, ale zachowuje motorykę wcześniejszego numeru. Dokładając teksty obu piosenek opowiadające o relacjach międzyludzkich można odnieść wrażenie, że słuchamy cały czas tego samego. Nieco odmienny klimat wnosi „Kuku”. Jest to zdecydowanie lżejsza kompozycja od wcześniejszych i dzięki sporej ilości partii instrumentalnych może umknąć naszej uwadze. Na szczęście na bardziej przebojowe tory przywraca nas kawałek o tytule „W Stronę Światła”.

Słuchając pierwszych czterech piosenek miałem wrażenie, że są oparte na bliźniaczych pomysłach. Dlatego kiedy usłyszałem delikatne dźwięki, którymi rozpoczyna się „Cisza to krew” moja uwaga momentalnie wzrosła. Oprócz skojarzeń z pierwszymi płytami Comy da się zauważyć, że w brzmieniu jest dużo więcej przestrzeni. Poprzednie charakteryzowały się dużą ilością niskich częstotliwości i gęstym rytmem. „Cisza to krew” stawia dużo większy nacisk na tekst, który dotychczas nie miał aż tak dużego znaczenia.


Bardzo ciekawy jest także „Warszawski Blues”, który jak nazwa wskazuje jest oparty na tradycyjnym bluesowym rytmie. Jest to jeden z lepszych momentów tego wydawnictwa . Z jednej strony zespół sięgnął po korzenie muzyki zachowując jednocześnie ciężar instrumentów. Słowa także są interesujące, ponieważ nie opowiadają o niespełnionej miłości, a o zwykłym codziennym życiu w Warszawie.

 

Cały materiał jest stworzony na zasadzie kontrastu – najpierw otrzymujemy mocny cios od jednej piosenki, a następne mają nas uspokoić. Jednak nawet w tych wolniejszych muzycy rzadko sięgają po lżejsze brzmienia instrumentów. Najbardziej wyróżniają się akustyczne wersje „Kolizji” i „Cisza to krew”. W przypadku tej drugiej jest to zaskakujące, bo już w pierwotnej odsłonie słychać, że to bardzo lekka kompozycja.

 

I to tak naprawdę jest największy problem tej płyty, ponieważ zawiera ona 14 pozycji, które są do siebie podobne. Do tego ich mosiężna, mało urozmaicona forma powoduje, że niektórych kawałków jak „Pielgrzymi Ognia” czy „Mój Czas” słucha się naprawdę ciężko. Owszem, słychać nawiązania do Black Sabbath, Pantery czy nawet The Police, ale na tle tak wielu kompozycji nie są one tak zauważalne.

Zanim dojdziemy do tych ciekawszych fragmentów jak „Kolizja” czy „Lot do Gwiazd” zdążymy stracić zainteresowanie. Skrócenie albumu o kilka pozycji, tak by składał się on z 10 utworów byłoby dużo lepszym pomysłem. Tym bardziej, że wersje akustyczne „Kolizji” i „Cisza to krew” są na tyle podobne do elektrycznych, że spokojnie mogłoby ich nie być. Chociaż pierwsza z wymienionych w mojej ocenie jest dużo bardziej czytelna od oryginału

Podsumowując „The Best of Vol.2” jest dobrym wydawnictwem, ale zdecydowanie przydałoby się więcej różnorodności w konstrukcji utworów i mniej skondensowanego masteringu. Słuchając tego materiału czułem się przytłoczony natłokiem dźwięków. Polecam najpierw przesłuchać pierwszych 7 piosenek, zrobić chwilę przerwy i dopiero zabrać się za stronę B. „The Best of Vol.2” to krążek, który trzeba sprawdzić samemu i albo się go pokocha albo znienawidzi.

recenzja: Grzegorz Cyga

 

Related posts

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.