Recenzja płyty „Nate” zespołu Moonlight

'

`12 lat – tyle czasu minęło od premiery ostatniej płyty Moonlight –  „Integrated In The System Of Guilt” wydanej w listopadzie 2006 r. Kilka miesięcy później zespół zawiesił działalność na 8 lat. Teraz w odświeżonym składzie powraca z nową płytą „Nate”.

Otwierający, energiczny utwór „Bio” można potraktować jako odniesienie do wcześniej wspomnianego rozpadu kapeli. Od strony muzycznej ciężko zauważyć, aby Moonlight miało jakąkolwiek przerwę – „Bio” od pierwszej sekundy pędzi jak rozpędzony pociąg.

Fani pamiętają, że na poprzednich albumach zespół odszedł od mocniejszego grania. Na „Nate” tego nie brakuje, choć ciężko to przyrównać do debiutanckiego wydawnictwa „Kalpa Taru” czy utworów z „Yaishi”. Mimo to znów można usłyszeć echa gothic metalu, np. w hipnotyzującym „Zabić siebie”. Wspomniana kompozycja jest warta uwagi również ze względu na nieco ludowy klimat w refrenie. Jest to zasługa gościnna obecność Joanny Lacher znanej z Percivala Schuttenbacha.

Moonlight przygotował materiał, który przypadnie do gustu dotychczasowym jak i nowym fanom. Dlatego też na płycie figuruje kilka starych utworów w odświeżonych aranżacjach – „Kiedy myśli mi oddasz’’, „Col’’ oraz „Asuu’’. Pierwszy zyskał na zmianach, ponieważ nowa wersja została pozbawiona patosu wprowadzanego przez orkiestracje. Zastąpiono je ostrzejszymi partiami gitar i zwiększonym tempem. Odświeżony „Col” jest równie ciężki co oryginał, choć pozbawiono go charakterystycznego brudu.

Natomiast „Asuu” zostało diametralnie skrócone. Oryginał trwał 13 minut, a nagranie z 2016 roku trwa nieco ponad 4. Ponadto w formie bonusu na krążku umieszczono wersję koncertową piosenki „Meren re (Dobranoc)”, która pochodzi z 2002 roku.

Największym problemem nowej płyty jest brzmienie. Kapela powróciła bez perkusisty i wszystkie kompozycje na „Nate” są zagrane przez automat. Efektem tego są bardzo silnie nagłośnione partie gitar oraz basu, co tworzy efekt „loudness war”. W wielu momentach wokal Mai Konarskiej jest przytłumiony i nieczytelny. Tak naprawdę możemy ją wyraźnie usłyszeć dopiero w spokojniejszych piosenkach pokroju „Ciężaru”.

Koniec końców nowym wydawnictwem Moonlight przygotowało sobie solidne fundamenty do powrotu i warto śledzić co ta szczecińska kapela pokaże w przyszłości.

 

recenzja: Grzegorz Cyga

Related posts

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.