30 lat później Helloween „Pumpkins United World Tour 2017/2018” Relacja z Koncertu Hala Koło 28.11.2017

'

Na ten koncert czekało wielu…
I nie dlatego, że Helloween jakoś przesadnie rzadko odwiedza nasz kraj.
Ostatnio można było ich zobaczyć w warszawskiej Progresji 16 lutego 2016 roku, gdzie zagrali w towarzystwie Rage i Crimes of Passion.

Posłuchać jednak sztandarowych hitów „Future World”, „I Want Out”, „A Tale That Wasn’t Right”, czy „Judas” w składzie jakim grupa nagrała trzy pierwsze, klasyczne już dzisiaj krążki, miałem okazję tylko raz. Było to wiele lat temu, na drugiej edycji Festiwalu Metalmania. Jak dobry był to koncert niech świadczy fakt, że doskonale pamiętam datę (04.04.1987) chociaż minęło ponad 30 lat.

W późniejszych latach Helloween często odwiedzał Polskę, ale bez udziału wokalisty Michaela Kiske oraz gitarzysty i współzałożyciela zespołu – Kaia Hansena.
31.10.2005 Helloween wydał niejako kontynuację najsłynniejszego swojego albumu „Keeper of the Seven Keys – The Legacy”. Także bez udziału wyżej wymienionych.

Coś jednak z czasem się zmieniło…

Wspólna trasa z Gamma Ray, pojawianie się Kaia gościnnie na koncertach to był już jakiś znak. Kiske wrócił do metalu za sprawą Tobiasa Sammeta w projekcie Avantasia, a także brał udział w koncertach z Gamma Ray.

Kolejnym znakiem okazał się Unisonic, Projekt Micheala do którego w 2011 dołączył Kai.
Coraz częściej w wywiadach padało pytanie odnośnie reaktywacji. Kiske odpowiadał za każdym razem, że za żadne pieniądze do tego nie dojdzie.

A jednak doszło…
19.10.2017 w Meksykańskim Monterrey wystartowała ogólnoświatowa trasa Helloween pod nazwą „Pumpkins United World Tour 2017/2018”.

Trzygodzinny koncert w prawie klasycznym składzie.

Nie do końca byłem przekonany do lokalizacji koncertu. Hala Koło (nic jej nie ujmując) wydaje się bardziej przygotowana do imprez sportowych, niż koncertów rockowych.
Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne, a nagłośnienie było na bardzo dobrym poziomie. Jedyny minus to fakt, że osoby niższego wzrostu miały często problemy z obserwowaniem tego co dzieje się na scenie. Podniesienie sceny o pół metra na pewno zniwelowałoby ten problem.

Krótko przed 20.00 lekko przygasły światła, a w powietrzu niósł się śpiewany przez publicznosc jakże znajomy zaśpiew – „happy happy Helloween”
Z małym opóźnieniem kurtyna opadła i oczom zebranych ukazał się błyszczący napis Helloween.
Grupa rozpoczęła koncert od 13 minutowego kolosa Halloween. Trzeba przyznać, że obawy o wokalną wydolność Kiske okazały się przesadnie wyolbrzymione przez media.
Przy hicie „Dr.Stein” Kiske w całkiem dobrej formie przypomniał swoje złote lata z Helloween.

Ciekawym rozwiązaniem były animowane przerywniki pomiędzy nagraniami. Filmiki były zabawne i całkowicie w stylu Helloween.

Dalej była powermetalowa petarda „Im alive”. Przy „Are You metal” Deris pokazał jakim dobrym jest frontmanem i jak doskonały kontakt ma z publiką. Nie bez przyczyny jest w zespole tak długo.

Wiele osób (w tym i ja ) czekało na wiązankę Kaia Hansena z okresu „Walls of Jericho”. Usłyszeć na żywo „Starligh”, „Judas”, „Ride The Sky” czy „Heavy metal is the law” i to jeszcze z tak świetnym głosem Kaia, to jakby cofnąć się w czasie. Kai pokazał, że jest w bardzo dobrej formie.

Nie mogło zabraknąć dwóch kultowych ballad wykonanych przez duet Kiske i Derisa. Oczywiście „Forever and One” jak i „A tale that wasnt right” były głośno odśpiewane przez publikę.
Pamięć tragicznie zmarłego Ingo i filmy, na których daje pokaz swoich umiejętności były świetnie wykonane.
Dobrze, że zespół też o nim pamiętał. W końcu sukces pierwszych płyt to też jego robota.

Zespół zszedł ze sceny żegnając się z publicznością, choć wiadamo było, że to nie koniec. Na deser zespół zabrał nas do „Keeper of the seven keys”.

„Eagle fly Free” to utwór, który ukazuje to co najlepsze w głosie Kiske. W kolosie „Keeper of the seven keys” Kiske znów pokazał swój geniusz. W konówce Kai zachęcał publikę do zabawy, a potem zabawę pociągnął Sascha.

Bardzo fajny motyw i oby pojawiał się na najbliższej koncertówce. Finał to dwa wielkie hity Kaia czyli „Future World”, który publika w całości śpiewała oraz „I want out”, w którym pojawiły się ogromne balony, a euforia fanów sięgnęła zenitu.

Dla mnie jeden z najlepszych koncertów na jakim byłem w 2017 roku. Stawiam go na równi z koncertem grupy Powerwolf ze stycznia tego roku, ale to całkiem inny koncert i całkiem inna historia.

Recenzja i zdjęcia : Robert Duch   

Related posts

Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.